Narzędzia użytkownika

Narzędzia witryny


indieinfo:szczegoly

Szczegóły wyjazdu do Indii

Trasa w skrócie (razem z niektórymi przystankami): Warszawa - Moskwa - Deli - Bagdogra - Darjeeling - Varanasi - Agra - Ranthambore Park (Sawai Madhopur) - Jaipur - Jaisalmer - Ahmedabad - Aurangabad (Ellora, Ajanta, Lonar) - Bhopal (Bhimbetka, Sanchi) - Deli - Moskwa - Warszawa. Całość ok. 44 dni, dałoby się krócej. Skany dokumentów robiłem kiepskim skanerem, ale wszystko powinno być czytelne, kliknij aby zobaczyć powiększenie, na stronie skany są nieco pomniejszone. Nie miej pretensji jeśli gdzieś się pomyliłem.

Przygotowania

Pomysł wyjazdu powstał na miesiąc przed, a bilety kupione na 2 tygodnie przed wylotem. Z różnych, niezależnych, względów wybraliśmy wiosnę kiedy w Indiach robi się coraz bardziej gorąco (40 st.). Bilet w Aeroflot na 30 dni kosztował 2050 PLN (brak możliwości zmian) a na 44 dni - 2150 PLN (możliwość zmian), bilety innych przewoźników były droższe o 400-500 PLN. Wylot był z Warszawy z międzylądowaniem w Moskwie (w czasie pisania tego tekstu nie była potrzebna wiza rosyjska). Wiza do Indii kosztowała 184 PLN, z tym co jest napisane na stronie ambasady indyjskiej papiery trzeba złożyć 2 tygodnie przed, ale może z tym być różnie - nasza wiza była złożona tydzień wcześniej, ale wyrobiona na miejscu, bo zmienił się dowodzący ambasadą i było małe zamieszanie. Wizy załatwiał kolega i wspominał że są tam miłe osoby i odbierają telefony. Po długich namysłach wybraliśmy trasę ze wschodu na zachód Indii (Darjeeling - Jaisalmer) , do tego ja odbiłem jeszcze kawałek na południe (Aurangabad).

Przelot do Deli

Wylot z Warszawy był przed południem. Na moskiewskim lotnisku było lepiej niż wynikało to z niektórych opisów, samo lotnisko wygląda nieco gorzej niż inne tego typu lotniska w Europie. Po przylocie trzeba udać się do miejsca gdzie są transfery, to jest na pierwszym piętrze niedaleko kontroli paszportowej przy wyjściach z rękawów (są strzałki kierujące). Jeśli nie masz biletu na następny lot musisz go wyrobić przechodząc do odpowiedniego miejsca (FIXME). Są jakieś stoiska ale nie wiem po co; obsługa jest mało pomocna i nie zna angielskiego, trzeba się przepchać i pokazywać bilet. Po przejściu przez te „stragany” przechodzimy przed security check - trzeba dać bagaż do sprawdzenia i koniecznie zdjąć buty, po tej operacji wchodzimy na teren lotniska skąd możemy lecieć dalej. Lot do Moskwy trwał 2 godziny, do Deli kolejne 6 godzin. Różnica czasu z Indiami to 4,5 h lub 3,5 h w zależności od czasu letniego. Jedzenie w samolocie było dobre, szczególnie ostra musztarda z chrzanem. Samoloty to starsze Airbus i Boeing. Już w samolocie do Deli dają kwitek który trzeba wypełnić (w polu „Hotel” wpisz cokolwiek z przewodnika) i potem dać na lotnisku przy odprawie. Na miejscu byliśmy o 0:50 lokalnego czasu. Na lotnisku w Deli można wymienić dolary po znośnym kursie (44,50 INR za 1 USD), dopiero od 100 USD dają kwitek który podobno jest potrzebny w różnych sytuacjach, nam praktycznie nie był nigdy potrzebny, ew. przy wymianie w drugą stronę przy wylocie, ale wtedy prawie nie miałem już rupii.

Darjeeling

Już przed wylotem kupiliśmy bilet lotniczy z Deli do Darjeeling, bilet kosztował ok. 300 PLN. Wylot mieliśmy rano więc musieliśmy długo czekać. Loty wewnętrzne są z lotniska domestic do którego można dostać się darmowym autobusem, trzeba mieć wydrukowany bilet lotniczy bo inaczej może być problem. Do miejsca odjazdów łatwo trafić, są tablice informacyjne. Autobusy są często (co 20, 30 minut), podróż na lokalne lotnisko trwa ok. 20 minut. Pokaż bilet kierowcy, będzie wiedział gdzie cię wysadzić (różne linie, różne miejsca wylotu), my trafiliśmy do dużego portu lotniczego (lecieliśmy Jet Airways). Na miejscu można się zdrzemnąć, podobnie jak wszyscy, gdzieś na ławce. Lot do Bagdogra, bo to jest lotnisko najbliżej Darjeeling, trwał 2 godziny; w czasie lotu rozdawali małe buteleczki z wodą. Lotnisko w Bagdogra jest bardzo małe, na miejscu czuć już że jest bardzo gorąco. Z lotniska trzeba udać się do Siliguri skąd odjeżdżają jeepy do Darjeeling (nie jestem pewien czy to jest w Siliguri czy w Matigara). Nagabywaczy jest MNÓSTWO, pytaliśmy czy ktoś nas zabierze bezpośrednio do Darjeeling ale zostaliśmy wmanewrowani - nie ma co kombinować i najlepiej kupić kwitek do Siliguri w budce prepaid na lotnisku. Kierowca który miał zabrać nas za 600 INR do Darjeeling (4 osoby) zabrał nas tylko do Siliguri, daliśmy mu 180 INR co było zdecydowanie za dużo biorąc pod uwagę że kłamał na temat przejazdu (o ile pamiętam prepaid kosztuje 150-200 INR). Alternatywą jest przejście piechotą do głównej drogi albo dworca autobusowego w Bagdogra i tam łapanie jeepa (samochód przerobiony na bus) albo autobusu - to jakieś 2-3 km, trzeba kierować się na północ. Do miejsca skąd odjeżdżają jeepy do Darjeeling jedzie się 10-15 minut (Google Maps, nie traktuj miejsca docelowego jako pewnik). Jeep, czyli taki mały bus, odjeżdża jak zbierze się odpowiednia ilość osób i kosztuje 100 INR od osoby. Jedzie się ok. 3,5 godziny i jest prawie cały czas pod górkę, w połowie mieliśmy 10-15 minutowy postój. Cena taksi prepaid do Darjeeling z lotniska w Bagdogra to 1200-1400 INR.

Na miejsce dojechaliśmy jak już się ściemniało, wysadzono nas obok dworca kolejowego, jednak miejsce postoju wszystkich jeepów jest kawałek dalej. Mieliśmy kłopot z trafieniem do miejsca gdzie znajdują się wszystkie hotele, na mapie z przewodnika brakuje mniejszych dróżek, trzeba, generalnie, kierować się do góry na wschód i pytać o jakiś wybrany większy hotel, stamtąd będzie już łatwo orientować się gdzie iść (polegam GPS, Trekbuddy i Yahoo Maps). Na miejscu było chłodno, w nocy w hotelu było 14 stopni, w dzień jest trochę ponad 20, wysokość 2100 m n.p.m. Sporo się nachodziliśmy zanim trafiliśmy do wolnego hotelu, wszystkie z przewodnika były zajęte. Nocowaliśmy w Hotelu Brodway na Ghandi Road, za wilgotny pokój bez okna, z łazienką, z TV, ciepłą wodą w wiadrze na żądanie, okresowymi przerwami w dostawie prądu płaciliśmy 300 INR za noc za 2 osoby; mają też lepsze pokoje ale są sporo droższe. W okolicy są też inne hotele, też z przewodnika. Hotel zamykają na noc ok. 22, można zamówić coś do jedzenia i kupić wodę, obsługa jest bardzo miła. Tuż obok hotelu jest Internet (30 INR za godzinę, jest ksero, 2 strony i 2 ksero - 12 INR) i mały bar gdzie można zjeść lokalną specjalność - momo i zupę (ok 15 INR za 4 sztuki z mięsem), podobne do naszych pierogów. Niestety o tej porze roku góry były spowite mgłą i nie było widać niczego ciekawego :/ .

Hotel Brodway w którym nocowaliśmy Cennik restauracji Hotelu Brodway

Następnego dnia po przyjeździe udaliśmy się do ZOO (wejście 100 INR). W ZOO trochę zwierząt m.in. żyjących w Himalajach - jaki, szakale, ptaki, panda mała; jest też muzeum związane z wyprawami w Himalaje (średnio ciekawe, w środku nie można robić zdjęć). Z ZOO poszliśmy na plantację herbaty, trochę się pogubiliśmy ale w końcu trafiliśmy do Happy Valley Tea Estate. Fabryka herbaty akurat nie działała, jest możliwość zobaczenia fabryki z pseudo przewodnikiem (co łaska, daliśmy 25 INR) i kupna herbaty (225 INR za 100 gram, nie można negocjować) - warto kupić chociaż jedną paczuszkę, zapewniają że jest to najwyższej jakości herbata, ma się pewność że herbata jest prosto z fabryki (smakuje inaczej, lepiej). Zaraz obok fabryki jest budka gdzie pani zachęca do napicia się herbaty za 25 INR, stosunkowo dużo ale warto; pani mówi dobrze po angielsku i opowiada trochę o herbacie i o sobie, można u niej też kupić herbatę ale nie znam ceny (myślę że ma lepszą herbatę niż ci z fabryki), na koniec prosi o wpis do księgi gdzie jest kilka polskich wpisów, pani potrafi też parę słów po polsku. W drodze powrotnej trafiliśmy na bazar gdzie napiliśmy się herbaty (5 INR) i zjedliśmy samosę wegetariańską po 4 INR za sztukę. Kolację jedliśmy w restauracji pod hotelem Lunar, za zupę, kolę i pieczone momo z kurczakiem zapłaciliśmy 151 INR, samo momo + zupa to 75 INR (generalnie drogo), w środku jest dość ciasno i sporo turystów tam przychodzi, jedzenie dobre.

Bilet do ZOO w Darjeeling Bilet do ZOO w Darjeeling Muzeum w ZOO Muzeum w ZOO

Kolejnego dnia próbowaliśmy się dowiedzieć czegoś na stacji kolejowej, zorientowaliśmy się tylko tyle że nie da się tam kupić biletu z Siliguri a dokładniej New Jalpaiguri, trzeba przez agencję albo Internet. W agencji za bilet do Varanasi chcieli 1200 INR (za 2 osoby?), zamówienie przez Internet wyszło dużo taniej. Powiedziano nam o dwóch opcjach dojazdu do Varanasi: 1) Z NJP (New Jalpaiguri) do Patna, Patna do Varanasi, 2) NJP do Mughalsarai i stamtąd podjechać Rikszą. Wieczorem poszliśmy na jakby rynek, gdzie jest sporo ludzi, i na Observatory Hill gdzie znajduje się bardzo ładna świątynia z mnóstwem sznurków z kolorowymi szmatkami - warto, ale uwaga na małpy po drodze (szczególnie te z młodymi). W drodze powrotnej zjedliśmy Thali za 85 INR w Hasty Tasty (mają tam dobre jedzenie).

Ostatniego dnia pojechaliśmy do New Jalpaiguri. Ok. 8:30 poszliśmy na postój jeepów, po drodze złapaliśmy przejazd za 90 INR. Wyjechaliśmy o 9:15, na miejscu, w Siliguri, byliśmy o 12:45. Zanim wyjechaliśmy zebraliśmy jeszcze parę osób po drodze. Jechaliśmy inną drogą niż jeep którym przyjechaliśmy do Darjeeling. Po drodze był jakiś wypadek - jeep spadł parę metrów w przepaść. Z Siliguri pojechaliśmy do New Jalpaiguri za 100 INR (ok. 6 km, myślę że przepłaciliśmy). W New Jalpaiguri byliśmy o 13:15. Lepiej zaraz iść na peron gdzie jest mniej żebraków. Na peronie zjedliśmy za 20 INR parę placków ciapati i coś w rodzaju sałatki, woda 2 l - 25 INR, 1 l - 12 INR, Pepsi 600 ml - 25 INR.

Varanasi

Do Patny dojechaliśmy ok. 4 nad ranem, kolejny pociąg (który się spóźnił z godzinę) mieliśmy o 10. Na początku trochę spaliśmy, potem się nie dało bo staliśmy się lokalną atrakcją. Mieliśmy problemy z wejściem do pociągu bo o tej godzinie ludzie jadą do pracy i szkoły i mogą jechać (?) tym pociągiem (klasa sleepers). Ludzi było mnóstwo, ale po kilku stacjach zrobiło się luźno. Do Varanasi zajechaliśmy o 19. Na stacji zaraz znalazł się podejrzanie miły Indus który okazał się rikszarzem, za 60 INR zawiózł nas do hotelu Ganga Fuji (z przewodnika), ale czekał czy jest miejsce żeby ew. zawieźć nas do swojego hotelu. Za mały pokój z łazienką bez okna na zewnątrz płaciliśmy 300 INR. Sam hotel - obsługa taka sobie (czasem niemili), u góry jest restauracja, jedzenie znośne, trochę drogie, trzeba długo czekać (ryż z kurczakiem - 60 INR, piwo - 130 INR), co jakiś czas wyłączają prąd. W pobliżu, na głównej ulicy, Internet, kantor (dają kwity), i jedzenie (lepsze niż w hotelu).

W hotelu za 300 INR kupiliśmy pływanie łódką po Gangesie i zwiedzanie świątyń w mieście. O 5:30 idziemy nad Ganges i tam czeka na nas łódka, pływa się ok. 2 godzin, „kierowca” łódki opowiada łamanym angielskim co się dzieje w okolicy. Dla Hindusów jest to święte miejsce, można ich oglądać jak się myją w rzece, do rzeki wrzuca się również prochy, wcześniej kremowanych, zmarłych (1000 INR kosztuje spalenie w piecu elektrycznym, 4000 INR tradycyjnie na stosie). Wschód to wspaniała okazja do zrobienia dobrych zdjęć. Zwiedzanie świątyń było średnio atrakcyjne, wszystkie są do siebie bardzo podobne, więc jak się widziało jedną to kolejne nie są już takie ciekawe; trzeba zdejmować buty, a za przechowanie płaci się jakieś drobne (1-5 INR, warto mieć drobne). Idąc wzdłuż Gangesu można też wynająć łódkę (cały czas zagadują), powinno być taniej niż kupno gotowej wycieczki. Wieczorem poszliśmy nad Ganges obejrzeć codzienne obrzędy przy jednej z większych świątyni. Zjedliśmy coś w restauracji Apsara („We are less dirty…”, jest w przewodniku) gdzie w jednej z potraw był karaluch :) (przynieśli nowe danie wzamian), nie dziwne że nikogo tam nie było; Thali + Pepsi - 63 INR.

Następnego dnia próbowaliśmy dostać się do Ramnagar Fort ale rikszarz nie wiedział gdzie jedzie i w końcu w forcie byliśmy po 17 kiedy był już zamknięty (czynne do 17). Drogę powrotną pokonaliśmy na nogach w ciągu ok. 1,5 godziny.

Sklep z jedwabiem nastawiony na Izraelczyków (byłem ale nic tam nie kupowałem) Sklep z jedwabiem nastawiony na Izraelczyków (byłem ale nic nie kupowałem)

Agra

Za rikszę z hotelu w Varanasi na dworzec zapłaciliśmy 70 INR. Do Agry podróż trwała 14 godzin, wyjechaliśmy ok. 18, na miejscu byliśmy o 8 rano (3 godziny spóźnienia). Przy planowaniu podróży warto sprawdzać pociągi do różnych stacji - Agra Fort, Agra City, Agra Cantonment, łącznie będzie więcej pociągów. Do wcześniej zarezerwowanego hotelu, poleconego przez znajomych spotkanych w Varanasi, część doszliśmy część dojechaliśmy (10 INR za 1-2 km). Zatrzymaliśmy się w hotelu Relax parę minut od Taj Mahal, ciemny, czysty pokój z łazienką, okresowo bez prądu, kosztował 300 INR, obsługa miła.

Relax Guest House Relax Guest House Niesprawdzone miejsce (dostałem gdzieś tę wizytówkę) Niesprawdzone miejsce

Tego samego dnia co przyjechaliśmy kupiliśmy bilet do Taj Mahal za 750 INR (Indusi mają bilety po 20 INR /sic!/), bilet ma pewien okres ważności, my wykorzystaliśmy swoje dnia następnego. Potem pojechaliśmy do Agra Fort, bilet wstępu kosztuje 300 INR, jak masz bilet do Taj Mahal (trzeba pokazać w kasie) to 250 INR. W środku dość fajnie, z fortu można zobaczyć w oddali Taj Mahal. Wieczór poświęciliśmy na szybkie zwiedzanie reszty miasta z perspektywy cyklo-rikszy co było sporym błędem - dziwny rikszarz (od pewnego momentu bardzo narzekał), powolna jazda, gorąc, nieuzasadnione wyrzuty sumienia w stosunku do zmęczonego rikszarza, nagabywanie rikszarza żeby odwiedzić jakieś sklepy; zwiedziliśmy: I'timād-ud-Daulah's (mauzoleum, ładny budynek, spokojne miejsce) i Mehtab Bagh (wejście 100 INR, bardzo ładny park, spokojnie, ładny widok na Taj Mahal o zachodzie słońca, warto zostać tam dłużej). Za rikszę ostatecznie zapłaciliśmy 130 INR (chciał 200 INR). Cyklo-riksza dobra, ale na krótkie dystanse i z dobrze zbudowanymi rikszarzami. Kolację zjedliśmy w restauracji Yum Yum (nazwy dokładnie nie pamiętam) - nastawiona na turystów, ale jedzenie dobre (chociaż po podłodze łaził jakiś karaluch). Za kiepski Internet w okolicy hotelu płaciliśmy 30 INR, wydruk 10 INR.

Bilet Taj Mahal Bilet Taj Mahal

Kolejnego dnia rano ok. 6 poszliśmy do wschodniej bramy Taj Mahalu gdzie było już trochę ludzi, są osobne kolejki dla kobiet i mężczyzn. Dość szybko weszliśmy, przy wejściu jest dość szczegółowa kontrola, nie można wnosić pewnych rzeczy ale z tym bywa różnie (wygląda na to że czasem puszczają). Rano jest dobrze bo nie ma jeszcze tylu osób i można zrobić fajne zdjęcia. Na miejscu sporo ptactwa, trochę śmieci (niestety), samo miejsce robi wrażenie ale nie tak duże jakby wynikało z całego szumu wokół niego. Miejsce jest na tyle duże że można sobie posiedzieć dłużej. Na terenie TM jest muzeum ale dowiedzieliśmy się od innych podróżników że nic ciekawego nie ma w środku więc nie warto wchodzić (ale się rozbudowują). W samym mauzoleum nie można robić zdjęć, ale nie wszyscy tego przestrzegali; trzeba zdjąć buty przed wejściem, przechowanie jest za darmo. Ok. 9 jest już bardzo dużo ludzi.

Bilet za 250 INR często spotykany Bilet za 250 INR często spotykany

Ranthambore Park (Sawai Madhopur)

Kolejnym etapem był Ranthambore Park, musieliśmy wstać o 4 nad ranem żeby dostać się na dworzec kolejowy, za rikszę zapłaciliśmy 100 INR (przepłacone), baliśmy się że o tej godzinie nie będzie żadnej rikszy - myliliśmy się. Pociąg przyjechał z 15 minutowym opóźnieniem, do Sawai Madhopur dojechaliśmy przed południem (?) i z dworca za 30 INR dojechaliśmy do hotelu Aditya. Za duży, czysty pokój z łazienką i TV płaciliśmy 400 INR. Na górze hotelu jest restauracja; po sąsiedzku też jest jakaś - w obu miejscach mają dobre jedzenie, ale w hotelu trzeba długo czekać. Hoteli przy ulicy jest od zatrzęsienia. W samym hotelu można zamówić safari po parku ale jest sporo drożej bo trzeba płacić za agenta (opłata parku + 200 INR i więcej), lepiej przejść się kawałek do biura parku i tam kupić bezpośrednio wycieczkę - do wyboru jeep (mało osób, większe szanse na zobaczenie tygrysa, droższe) i taki mini autobus (cantene, dużo osób, taniej, mniejsze szanse na zobaczenie tygrysa). Biuro jest czynne o wyznaczonych godzinach, już wcześniej zbiera się sporo agentów, my mieliśmy szczęście i dołączyliśmy do jakiejś grupki Indusów reprezentowanych przez agenta. 2-3 godziny safari to koszt 700 INR, trzeba wypełnić jakiś papier zwalniający park z odpowiedzialności w razie wypadku, dostaje się voucher, wyjazdy są rano i popołudniu (14:15), jeep może podjechać pod hotel, lepiej być przy biurze żeby zająć lepsze miejsca. Kiedyś były całodniowe wyjazdy (tak jak to w LP napisali) ale już nie ma (żeby większy przerób był i każdy miał szansę zobaczyć tygrysa). Można przez Internet zarezerwować miejsce ale nie to nie działa (podobno od dłuższego czasu). O tej porze roku (nasza wiosna) warto zabrać dużo wody (1,5 l na osobę).

Hotel Aditya - tam nocowałem, jest w przewodniku Hotel Aditya - tam nocowałem, jest w przewodniku

Park Ranthambore podzielony jest na kilka sektorów, jeździ się po parku i szuka zwierząt, jeśli chodzi o tygrysa, z tego co nam mówiono, są 40% szanse na zobaczenie go. My mieliśmy ogromne szczęście i widzieliśmy i tygrysa i panterę + parę innych, często spotykanych, zwierząt. Tygrys którego widzieliśmy siedział sobie w cieniu i odpoczywał, widok rewelacyjny, to nie to co w ZOO. Zobaczyliśmy tygrysa jako pierwsi, chwilę potem zaczęły zjeżdżać się pozostałe grupy. Do hotelu wróciliśmy jeszcze za dnia, ok. 17.

Następnego dnia postanowiliśmy zwiedzić fort który znajduje się w otwartej dla ludzi części parku. W hotelu zamówiliśmy rikszę która miała nas dowieźć pod fort, ew. do bram parku ale pojawiła się nie riksza a jeep którego cena była dla nas nieakceptowalna. Postanowiliśmy iść w kierunku parku i łapać coś po drodze, jeździło sporo jeepów ale przepełnionych, w końcu ktoś podrzucił nas motorkiem pod sam fort (co łaska, zapłaciliśmy 50 INR). Należało cofnąć się na dworzec i tam władować się do jeepa (15 albo 30 INR od osoby) do fortu, jest to popularna destynacja ze względu na ważną świątynię która się tam znajduje. Do fortu prowadzi droga pod górę, już rano jest tam bardzo dużo Indusów. Postanowiliśmy zejść ze ścieżki i zwiedzić więcej niż tylko świątynię. Po drodze widzieliśmy wiele świątyń, jakąś sadzawkę, potem przedzieraliśmy się przez jakieś krzaki by w końcu trafić do miejsca z którego wyszliśmy. Fort jest ogromny, warto zabrać drobny prowiant (np. ciastka) i sporo wody (2 l na parę godzin). Miejsce warte odwiedzenia. Drogę powrotną pokonaliśmy w ścisku w jeepie, wysiedliśmy pod samym hotelem.

Ostatniego dnia rano pojechaliśmy na dworzec rikszą za 50 INR (zamówiona z hotelu). Pociąg do Jaipur spóźnił się ok. 1 godziny.

Jaipur

W Jaipur byliśmy ok. 13:30, do wcześniej zarezerwowanego hotelu poszliśmy na piechotę (lepiej rikszą) po drodze sprawdzając inne hotele ale nie znaleźliśmy niczego ciekawego. Zatrzymaliśmy się w Jwala Niketan (jest w przewodniku), dostaliśmy pokój na górze z wspólnym tarasem, względnie czysty, baaardzo mała łazienka - wszystko to za 300 INR; pokój był bardzo gorący (trudno było w nim wytrzymać w ciągu dnia), lepiej wybrać coś od drugiej strony albo nie na górze. Zaraz obok jest inny hotel, nieco droższy, ale wyglądał znacznie lepiej. Tego samego dnia zamówiliśmy wycieczkę po Jaipur za 200 INR w RTDC Tourist Office (parę minut drogi od hotelu).

Ulotka z lepszego hotelu (niesprawdzone) Ulotka z lepszego hotelu (niesprawdzone)

Następnego dnia mieliśmy zbiórkę o 9:15, oprócz nas było kilka białych osób, reszta to Indusi, cały, duży, autobus był zapełniony. Razem z nami był miły przewodnik który mówił dość dziwnym głosem. Zwiedza się główne atrakcje Jaipur włącznie z Amber Fort, za wejściówki trzeba płacić samemu, po drodze jest przystanek na jedzenie, odwiedziliśmy też jakiś sklep (jakoś mnie to nie dziwi). Do Amber Fort trzeba podjechać jeepem (25 INR w obie strony), słoniem (chyba) albo na nogach. Sam Amber Fort bardzo ciekawy, reszta znośna.

Ulotka z City Palace Ulotka z City Palace Jaipur City Palace

W mieście zamówiliśmy jeszcze masaż za 700 INR za 70 minut (z przewodnika, dowóz gratis) - masaż OK ale brakowało mi profesjonalizmu (miałem kiedyś lepszy masaż), w okolicy jest kilka miejsc gdzie można iść na masaż. W tzw. pink city (to odgrodzone murami) jest przeciętnie, a z różowym kolorem ma to niewiele wspólnego, można się przejść. Byliśmy też w miejscowym ZOO, nie jest za duże ale w wolnym czasie można się przejechać (trafiliśmy akurat na karmienie, było warto). Udało nam się kupić ok. 50 kartek średniej jakości za 140 INR i na poczcie znaczki (12 INR za znaczki na cały świat). W dzień wyjazdu zjedliśmy obiad w Pizza Hut (niedaleko), średnio na osobę wyszło 430 INR (pizza + dużo picia). Normalnie jadaliśmy w Mohan Restaurant - jest ich kilka na terenie Jaipur, bardzo dobre jedzenie i miła obsługa. Po 23 podjechaliśmy rikszą za 50 INR na dworzec.

Masaż z którego korzystaliśmy

Jaisalmer

W Jaisalmer byliśmy po 12. Ilość wszelkiej maści nagabywaczy przekroczyła wszelkie normy. Są hotele które za darmo zawiozą do siebie i mają mniejsze ceny, ale nie wiem jak z jakością, w pociągu już dawali jakieś ulotki. Riksza pod bramę fortu kosztowała 25 INR. Mieliśmy już zarezerwowany hotel Fort View, więc była wymówka do odganiania się od nagabywaczy (a i tak rikszarz nie chciał się od nas odczepić). Hotel Fort View. Razem z nami przyjechała jakaś grupka białych prowadzona przez białego przewodnika. Za hotel płaciliśmy 150 INR (właściciel zapewniał nas że tyle się płaci poza sezonem), pokój mały, czysty, z łazienką, niestety bez okna na zewnątrz. U góry hotelu jest restauracja, obsługa bardzo miła, ale jedzenie znośne (woda 1 l - 20 INR, napój gaz. 300 ml - 15 INR). Właściciel hotelu pomocny ale, ja odniosłem takie wrażenie, nieco chciwy i sknerowaty. Niedaleko można wypożyczyć motorek - 200 INR za pół dnia, 400 INR za cały dzień, do tego właściciel może cię namawiać do kupna narzut czy pościeli pokazując średnio śmieszne napisy (chyba jest w przewodniku).

Dostałem ulotkę tę ulotkę już w pociągu (niesprawdzone) Dostałem ulotkę tę ulotkę już w pociągu (niesprawdzone) Dostałem gdzieś tę ulotkę (prawie identyczna jak poprzednia :) ) Dostałem gdzieś tę ulotkę (prawie identyczna jak poprzednia :) ) Restauracja nastawiona na turystów, znośne jedzenie

Główną atrakcję - safari na wielbłądach - zamówiliśmy w hotelu za 1800 INR za 2,5 dnia. Po drodze ludzie polecali nam Mr Desert (jest w przewodniku) który kosztował 2100 INR za minimalnie lepszy standard (lepsze łóżka). W pakiecie jest: dowóz autem do miejsca skąd jedzie się na wielbłądach, przewodnik, wielbłądy, jedzenie, woda, w ostatni dzień odwiezienie do hotelu. Rano ok. 8 wyjeżdżamy autem i jedziemy 25 km za miasto, przy drodze idą już nasze wielbłądy. Wielbłądy są dużymi i spokojnymi zwierzętami, ale potrafią kopnąć czy ugryźć tak jak konie (przewodnik mówił że to się nie zdarza). Nasze wielbłądy mają 8, 10 i 12 lat; „nowy” wielbłąd kosztuje 20-30 tyś. INR, „używany” 10-15 tyś. INR. Na wielbłądzie siedzi się dość niewygodnie i przygotuj się na ból pupy albo wewnętrznych części ud, najgorzej jest przez parę chwil po zejściu z wielbłąda. Zasypka, krem mogą być przydatne ale da się obyć bez. Dobrze jest prosić o przerwę w jeździe co ok. godzinę na rozprostowanie kości. Jedzenie przygotowywane przez przewodnika jest dobre (warzywa + ciapati, grzanki na śniadanie, owoce). Woda w ciągu dnia bardzo się nagrzewa, przyda się pojemnik z podwójnymi ściankami albo zawijanie butelki w mokrą szmatkę. Popołudnia przesypiamy (13-15) bo wtedy jest bardzo gorąco. W czasie jazdy mijamy jakieś wioski, przy pierwszym posiłku towarzyszą nam jakieś dzieciaki, wieczorem dojeżdżamy do wydm. Cały czas poruszamy się po czymś co można nazwać pustynią, tyle że jest zarośnięta, tylko małe obszary nie są zarośnięte i tam można znaleźć wydmy. Na wydmach jest cicho i spokojnie, wieczorem jest przyjemnie chłodno. Śpimy na płaskim materacu a do przykrycia mieliśmy koce, ale spaliśmy pod śpiworami. Następnego dnia mieliśmy jechać na inne wydmy, ale przewodnik zaproponował zmianę i nocowaliśmy w innym miejscu (też na piasku). Zachód jest niebieski, bo powietrze nie jest wystarczająco przejrzyste. W ostatni dzień do ok. 11:30 wędrowaliśmy na wielbłądach a potem wsiedliśmy do auta które zawiozło nas do hotelu. Zostawiliśmy przewodnikowi napiwek 100 INR i latarkę której dość intensywnie używał w czasie wyjazdu (pożyczał od nas). Warto zabrać latarkę i jakieś trzymadło na wodę żeby mieć ją pod ręką, czapka to konieczność podobnie jak krem przeciwsłoneczny, można ubrać się też w długie spodnie i koszulę, okulary przeciwsłoneczne też mogą być użyteczne. Mieliśmy dostać telefon do przewodnika, ale w końcu go nie otrzymaliśmy. Podejrzewam że samemu kontaktując się z przewodnikiem można wszystko zorganizować dużo taniej.

Organizacja safari na wielbłądach, polecane (jest w przewodniku)

W przeddzień wyjazdu kupiłem w agencji bilet do Ahmedabadu za klasę sleepers za 350 INR (250 INR za miejsce siedzące). W tym momencie rozstałem się z Pawłem i dalszą drogę po Indiach przemierzałem sam. Byłem jedyną osobą w hotelu, powiedziano mi że jeszcze 2-3 tygodnie i ulice opustoszeją z powodu upału i wszędobylskiego piasku. Autobus był z agencji (chyba) Swagat Travel, możliwe że jak podejść do nich bezpośrednio to byłoby taniej, są tam gdzie reszta agencji przewozowych (okolice Hanuman Chowk /zachodnia strona/). Podróż do Ahmedabadu trwała ok. 12 godzin, najlepiej wysiąść na dworcu kolejowym (trzeba pytać i być gotowym do wyjścia), uwaga na naciągaczy, mnie jeden facet wciskał że końcowa stacja i trzeba wysiadać i on zna dobry hotel, potem i tak dałem się naciągnąć na rikszę za 100 INR, a powinienem maksymalnie zapłacić 50 INR (jeśli facet mówi że z licznika ściągnie to sprawdź dokładnie czy w ogóle działa i czy nie ma na stałe ustawionej jakiejś wartości).

Pałac w forcie Jaisalmer Pałac w forcie Jaisalmer Bilet do pałacu w forcie Jaisalmer Mapa Jaisalmer i reklama wypożyczalni motocykli (połówka) Mapa Jaisalmer i reklama wypożyczalni motocykli (połówka)

Ahmedabad

W Ahmedabadzie zatrzymałem się jeden dzień, w planach miałem jechanie do Palitany ale zrezygnowałem. Zatrzymałem się w hotelu Serena (jest w przewodniku), chociaż nie byłem pełnych 2 dni musiałem zapłacić za 2 dni, koszt za dzień to 400 INR (po wybłaganej zniżce, normalnie 500 INR), pokój z TV, czysty, z łazienką. W pobliżu jest Lucky Restaurant gdzie dają dobre jedzenie (mają też drzewo w środku budynku). Kupiłem w agencji transportowej z przewodnika (Punjab Travel) bilet do Aurangabadu (500 INR za sleepers), ale spokojnie można popatrzeć w innych agencjach których w okolicy jest bardzo dużo. Punjab Travel trochę mnie oszukał bo miał być przejazd bez przesiadki a jednak była jedna + czekanie jakieś 40 minut na przyjazd autobusu. Podróż do Aurangabadu trwa ok. 16 godzin, po drodze są przystanki żeby coś zjeść i pójść do toalety. Jest pociąg którym można dojechać do Aurangabadu, ma numer 6734, jeździ tylko we wtorki, odjazd o 15:40, czas podróży: prawie 16 h.

Hotel Serena w którym nocowałem Hotel Serena w którym nocowałem Punjab Travels (jest w przewodniku), warto sprawdzić w okolicy również inne agencje

Aurangabad

Przyjeżdżając autobusem najlepiej wysiąść w okolicy dworca autobusowego. Aurangabad jest dobrym miejscem wypadowym żeby zwiedzić Ellorę (~30 km), Ajanta (~160 km) oraz Lonar (~160 km). Podjechałem w oklice dworca kolejowego gdzie znalazłem miejsce w hotelu Pushpak za 325 INR za spory jasny pokój z łazienką, TV, nie był bardzo czysty ale nie był na tyle brudny żeby to przeszkadzało, hotel znajduje się na tej samej ulicy co hotel Shree Maya który jest w przewodniku LP, okolica spokojna. Byłem wcześniej w hotelach Shree Maya i Nandanvan, pierwszy był za drogi, drugi pełny, pokoje w pierwszym wyglądały bardzo przyzwoicie. W dniu którym przyjechałem zamówiłem wycieczkę do Ajanta za 350 INR w MTDC Office w okolicy dworca kolejowego. Razem ze mna towarzyszył mi rikszarz którego zgubiłem dopiero przy jednym z hoteli :) .

Schematyczna mapa Aurangabadu którą dostałem w informacji

Są dwa punkty informacyjne, niecały kilometr od dworca (środek mapy, a drugi jest w MTDC na pierwszym piętrze, ja trafiłem na bardzo miłą obsługę. Względnie krótkie przejazdy rikszą - 10-20 INR, w okolicy dworca do wielu miejsc można dojść na piechotę. Stołowałem się prawie naprzeciwko MTDC (chińszczyzna, różne jedzenie, cukiernia, Internet w jednym miejscu, kawałek w kierunku hotelu Nandanvan), ale potem przeniosłem się do restauracji obok hotelu Nandanvan („Hotel Kailash”, obsługa nieco leniwa ale jedzenie OK).

Ulotka z wycieczkami Ulotka z wycieczkami Druga ulotka z wycieczkami (to samo) Druga ulotka z wycieczkami (to samo)

Hotel w którym nocowałem Hotel w którym nocowałem Ten sam właściciel hotelu w którym nocowałem Ten sam właściciel hotelu w którym nocowałem Dostałem ulotkę od rikszarza Dostałem ulotkę od rikszarza

Miejsce w którym się stołowałem Miejsce w którym się stołowałem

Ajanta

Ajanta znajduje się ok. 160 km od Aurangabadu, jedzie się ponad 3 godziny. Wyjazd był około godziny 8:30, ale kazali przyjść wcześniej (15, 30 minut). Ponieważ nie było wiele osób to jechaliśmy takim niedużym busem. Razem z nami jechał przewodnik, którego zabraliśmy gdzieś na mieście razem z niektórymi innymi turystami (pewnie jest możliwość odbioru z hotelu). Po drodze, parędziesiąt kilometrów przed Ajanta, zatrzymaliśmy się na drugie śniadanie i krótki odpoczynek.

Na miejscu byliśmy około godziny 12, dojechaliśmy do parkingu skąd udaliśmy się do wejścia po drodze mijając sklepiki i odganiając się od nachalnych sprzedawców (kryształy i chyba ktoś monety też chciał sprzedać). Bilet wejściowy kosztuje 250 INR. Do świątyń trzeba wejść nieco pod górę. Przewodnik oprowadza po kilku ważniejszych świątyniach objaśniając znaczenie poszczególnych miejsc i rzeczy, jest możliwość oglądania świątyń samemu. Z przewodnikiem zwiedza się trochę ponad godzinę, potem jest jeszcze godzina czasu wolnego na samotne zwiedzanie. Polecam wejść na punkt widokowy, trzeba przejść przez mostek i do góry, jest jeszcze drugi punkt widokowy ale nie starczyło mi czasu żeby tam wejść. Na koniec jest jeszcze trochę czasu żeby coś zjeść w restauracji która jest w pobliżu kas biletowych. Na koniec wsiadamy do autobusu znowu mijając po drodze stragany i natrętnych sprzedawców. W Aurangabadzie jesteśmy, zgodnie z planem, o 17:30. Przewodnik dobrze znał angielski, był miły i dobrze opiekował się grupą. Wycieczki są organizowane w każdy dzień poza poniedziałkiem.

Ellora

Do Ellora również wykupiłem wycieczkę (koszt 230 INR) ale oprócz Ellora zwiedza się również inne miejsca w Aurangabadzie i okolicy (nie zwiedzałem wszystkiego). Wyjazd jest o godzinie 9:30, ale, jak zwykle, poproszony zostałem o bycie 15 minut wcześniej. Tym razem jechaliśmy dużym autobusem, oprócz mnie było jeszcze ok. 8 osób. Po drodze, tak jak do Ajanta, zbieraliśmy jeszcze ludzi z hoteli. Pierwszy przystanek to fort Daultabad (wstęp 100 INR), bardzo fajne i ładne miejsce, do zobaczenia sam fort z ciekawym systemem obronnym i drugi co do wielkości w Indiach minaret (nie da się wejść do góry). Kolejny przystanek to jaskinie Ellora (wstęp 250 INR). Z wycieczką ogląda się tylko główne świątynie, jednak ja zdecydowałem się odłączyć od grupy i zostać dłużej zwiedzając wszystkie jaskinie (warto). Zostałem ponieważ chciałem na spokojnie obejrzeć to miejsce jak również to że dowiedziałem się że pozostałe zwiedzane miejsca nie są tak fajne; szczególnie nie warto: Panchakki /młyn wodny/, Bibi ka Maqbara /mini Taj Mahal/ można zobaczyć, ale jak już widziałeś Taj Mahal być może nie warto (poza Ellora wstęp to 100 INR). Moim zdaniem Ellora jest o wiele ciekawszym miejscem niż Ajanta i jeśli mamy wybierać jedno to lepiej zwiedzić Ellorę. Szczególnie imponującym miejscem w Ellora jest Kailasanatha Temple (nr 16), warto wdrapać się na skały na górę (idąc od niższych numerów jest ścieżka do góry) żeby podziwiać widok z dołu bo jest naprawdę imponujący. Do ostatnich świątyń trzeba dojść kawałek. Około 17 pojechałem do Aurangabadu jeepem który stał przy bramie (25 INR, autobus: 15-20 INR), tam mówiono mi że jest też przystanek autobusowy; co do jeepa to wystarczy stać na ulicy a coś cię zgarnie, jedzie się niecałą godzinę, wysiadka jest na przystanku jeepów (jakoś między dworcem autobusowym a kolejowym). Wycieczki do Ellora są w każdy dzień oprócz wtorku (o ile pamiętam jaskinie są zamknięte).

Zamiast kupować wycieczkę można dostać się autobusem (odjazd pewnie z dworca autobusowego) czy jeepem (postój kawałek od przystanku autobusowego). Można też wynająć rikszarza (sami się oferują) ale niestety nie wiem jaka cena jest dobra - 300-400 INR? - przy tej opcji można przy okazji zwiedzić też inne miejsca. Widziałem też Indusów jeżdżących większymi grupami dużymi autami terenowymi.

Lonar

Kolejnym miejscem które chciałem odwiedzić był Lonar, znajduje się tam specyficzny krater powstały w wyniku uderzenia meteorytu. Lonar znajduje się ok. 160 km od Aurangabadu. Zgodnie z przewodnikiem można tam dojechać autobusem odjeżdżającym z dworca autobusowego. Dzień przed wyjazdem byłem na dworcu i dowiedziałem się o jakiś autobusach rano. Następnego dnia wstałem o 6:30 i przed 7 byłem na dworcu, o 7:15 miał odjeżdżać autobus. Finał tego był taki że nikt nie był w stanie mi powiedzieć do którego autobusu mam wsiąść, a szczególnie informacja w której pracują bardzo nieuprzejmi ludzie (powinno się to nazywać „dezinformacja”, podobnie zdanie miał jeden z lokalnych przewodników którego spotkałem w Lonar). Wszystkie napisy na autobusach i na dworcu są w hindi, jedyny sposób to pytać ludzi ale to i tak niewiele pomaga, może ty będziesz mieć więcej szczęścia. W końcu wsiadłem do autobusu do Sultanabadu za 120 INR (przystanek przelotowy) skąd szybko i łatwo dostałem się do Lonar (jeep, 10 INR, 10-15 minut jazdy). Przystanek dla jeepów, na którym wysiadłem, znajduje się niedaleko dworca autobusowego, stamtąd udałem się do MTDC Holiday Resort (jest w przewodniku) który jest tuż nad brzegiem krateru - do przejścia jakieś 3 km, warto podjechać rikszą, ja szedłem piechotą ale ktoś mnie podrzucił motorkiem. W przewodniku jest tylko jeden hotel, ale na mieście widziałem ich trochę, jest też jakiś idąc jakieś 500 m od MTDC mając krater po lewej. MTDC jest dość drogi, za średniej klasy dormitorium (pościel, dużo miejsca, wentylatory, telewizor, łazienka bardzo podstawowa) płaciłem 208 INR (policzyli mnie 200), pokoje w wolno stojących domkach zaczynają się od 750 INR. Zaleta MTDC to to że jest blisko krateru, w środku jest dobra restauracja i jest spokojnie (jak ja byłem to było bardzo mało ludzi). Krater dobrze wygląda o zachodzie słońca, można zejść na dół (różnica poziomów to niecałe 200 m) gdzie jest ścieżka do kilku świątyń. Na dnie krateru można spotkać małpy (Hulman zwyczajny i trochę ptactwa. Droga powrotna była o wiele łatwiejsza, autobusy do Aurangabadu jeżdżą bardzo często, facet w hotelu zna rozkład. Trochę po 9 podjechałem rikszą na dworzec (30 INR) i o 9:30 wyjechałem bezpośrednim autobusem za 100 INR do Aurangabadu, na miejscu byłem o 13:30 i za 25 INR podjechałem do hotelu Pushpak.

Bhopal

Ostatnim etapem był Bhopal i zobaczenie Bhimbetka i Sanchi. W Bhopal zarezerwowałem wcześniej hotel Sonali (strona zgłasza się jako zagrożenie) niedaleko dworca. Miałem problemy z wydostaniem się z Aurangabadu bo pociągi były bardzo obłożone, bilet lepiej kupować na 3-5 dni przed planowanym wyjazdem. Na miejscu byłem późno w nocy (~1:00, ponad 11 godzin podróży, na miejscu był spóźniony 30 minut), zaraz znalazło się mnóstwo chętnych mnie podwozić, ale zdecydowałem się te 500 metrów przejdę piechotą. Za niewielki, czysty pokój z łazienką, TV, pościel, ręcznik, mydło i papier toaletowy (na żądanie) płaciłem 450 INR, większe były po 600, z klimatyzacją ponad 1000 INR. W pokoju czasem było głośno ze względu na „chłodnicę”, za to było nieco chłodniej. W hotelu jest też restauracja (mają mięso i piwo), jest wyraźnie drożej, jadłem tam 2 dnia i było OK, ale znajomy którego tam spotkałem trafił na karalucha. Potem jadałem już tylko w takiej sporej restauracji która jest przy Hamida road idąc od hotelu w kierunku zachodnim (chyba Manohar, jest w przewodniku), ceny przyzwoite, szybko dają jeść, duży wybór dań. Obsługa hotelowa bardzo miła i pomocna, raz dostałem coś zimnego do picia ot tak. W hotelu można skorzystać z Internetu - 44 INR za godzinę, można płacić natychmiast lub przy opuszczaniu hotelu; lepiej zachować wszystkie paragony bo raz mi nie zarejestrowali że zapłaciłem za Internet i kwitek oszczędził zbędnego tłumaczenia. Mała uwaga - hotel jest w dzielnicy industrialnej, trochę trudno znaleźć „normalne” (jedzenie, apteka) sklepy, wszędzie są sklepy z silnikami, kablami ale da się. Na większe zakupy (tak kupiłem parę prezentów) lepiej wybrać się do New Market, riksza - 40-50 INR, autobus pewnie taniej :) .

Hotel w którym nocowałem Hotel w którym nocowałem Cennik prania w hotelu

Bhimbetka

Zamówiłem w hotelu taksi do Bhimbetka i Sanchi (łącznie 1500 INR, 200 km), wyjazd ustaliłem na 6:30 (chyba). Do Sanchi można jechać autobusem, ale wyprawa do Bhimbetka… do drogi głównej można dojechać autobusem (info z przewodnika) ale potem trzeba na nogach iść spory kawałek (4 km), w porze gorącej nie polecam. Tuż przy skrzyżowaniu jest hotel (jest w przewodniku, pokój ~1000 INR) więc można się zatrzymać i na spokojnie wszystko obejrzeć. Do Bhimbetka jest 50 km i jedzie się godzinę, podobnie do Sanchi. Za wjechanie autem do Bhimbetka płaci się 200 INR, bilet kosztuje 100 INR. Malunki są na skałach, do kilku prowadzi kamienna ścieżka dość chaotycznie oznaczona, ale warto przejść się poza nią gdyż malowidła są na wielu skałach (na skale jest jakiś numerek). 1-2 godziny wystarczają żeby obejrzeć większość malowideł.

Bilet do Bhimbetka Bilet do Bhimbetka

Sanchi

Z Bhimbetka pojechaliśmy do Sanchi. W Sanchi znajdują się stare buddyjskie monumenty. Miejsce jest wpisane na światową listę dziedzictwa kulturowego (?) UNESCO ale na mnie nie zrobiło to dużego wrażenia (poza tym że jest bardzo stare). Bilet wstępu kosztuje 250 INR, przy wejściu jest kontrola osobista. Do hotelu wróciłem o godzinie 15. Cenę za taksi można policzyć z tabelki która jest na stronie o poruszaniu się w Indiach.

Deli i powrót do Polski

Ostatniego dnia rano zamówiłem w hotelu rikszę na port lotniczy (150 INR, myślę że da się taniej, jedzie się z 30 minut), tam miałem samolot do Deli. Z Bhopal do Deli leci się samolotem ok. 1 godziny (bilet lotniczy kosztował 3600 INR, ale musiałem, z różnych względów, zapłacić 250 INR prowizji). Wylądowałem na lotnisku wewnętrznym (do lotów wewnątrz Indii) skąd próbowałem dostać się autobusem na międzynarodowy terminal ale musiałem odczekać jakieś 2-3 godziny bo nie można jechać wcześniej niż 12 godzin przed odlotem mojego samolotu (co za głupi przepis). Nie zapomnij o wydrukowaniu biletu powrotnego. Dostałem się w końcu na terminal międzynarodowy ale nie wpuszczą mnie do środka, bo wpuszczają tylko jeśli do wylotu jest 3,5 godziny (sprawdzają bilet) i mniej (grr!!!), zostałem skierowany na poczekalnie na której znowu trzeba pokazać bilet. Wylatywałem w czasie kiedy była erupcja pyłu z wulkanu na Islandii więc ludzi mogło być więcej, a przepis o ograniczeniu 3,5 godzin mógł być tymczasowy. Na poczekalni pierwsze 8 godzin czekania jest za darmo, za każde następne 3 godziny trzeba płacić 30 INR (sic!), to nie wszystko, czas jest liczony nie od momentu przybycia tylko od godziny wylotu (jakby od tyłu) - zapłaciłem i ułożyłem się gdzieś pośród pozostałych czekających. Na poczekalni można coś zjeść ale ceny są kosmiczne! Kawałek pizzy - 150 INR, soczek 600 ml - 140 INR, dobry sposób na wydanie reszty rupii. Po dłuuugim czekaniu dostałem się w końcu na lotnisko. W środku można wymieniać pieniądze ale są jakieś limity, powinny przydać się kwity które wcześniej mieliśmy, lepiej to dokładnie sprawdź bo ja już prawie nie miałem nic rupii (coś mi się kołacze że bez kwitka można wymienić parę tysięcy INR). Ceny suwenirów na lotnisku są KOSMICZNE! Miałem nadzieję że uda mi się kupić parę magnesów, nawet drożej, ale najprostszy kosztuje 300 INR, te lepsze są po 500 INR, reszty nie sprawdzałem. Można zjeść coś w Subway (kanapka + napój kosztuje około 250 INR).

Wylot miałem o 1:00, nad ranem byłem w Moskwie (znowu te cyrki z transferem) i około 10 lokalnego czasu wylądowałem szczęśliwie w Warszawie. Pierwsze wrażenie to uspokajająca cisza i zieleń której bardzo brakowało w Indiach. Tego samego dnia wróciłem pociągiem na Śląsk.

Podsumowanie

Na koniec krótkie podsumowanie. Indie są ogromnym krajem, jeśli się chce można podróżować tanio i drogo (obiad może być za 50 INR i za 500 INR), kraj jest generalnie tani, podróżując we dwójkę wydawaliśmy na wszystko średnio 100 USD tygodniowo - to jest ogromny plus. Czasem przeszkadzała mi zbytnia ciekawość, wręcz wścibskość, ludzi; także brak utrzymania czystości i ogólnie panujący hałas - to na minus. Czy warto pojechać? Na pewno warto, jeśli będzie okazja to jeszcze się tam wybiorę. Jeśli masz jakieś pytania to możesz do mnie napisać emaila, adres poniżej.

Łukasz Góralczyk 2010-05-04 16:36

indieinfo/szczegoly.txt · ostatnio zmienione: 2014-02-27 02:02 (edycja zewnętrzna)