Narzędzia użytkownika

Narzędzia witryny


podroze:operuiboliwii

Poniżej zebrane ogólne informacje na temat Peru i Boliwii.

Ludzie

Ludzie ogólnie są bardzo mili i poproszeni o pomoc starają się jej udzielić, ale jako biały europejczyk nie można się wtopić w tłum. Wśród ludzi panuje przekonanie że jak biały (gringo) to bogaty i nic nie można z tym zrobić. Jak się mówi że jest się z Polski to część ludzi kojarzy że papież był Polakiem, niektórzy coś niecoś wiedzą o polskiej piłce nożnej - w czasie mistrzostw w 1982 Polska rozgromiła Peru 5:1 (peruwiańczycy są miłośnikami piłki nożnej). Generalnie w kontaktach można ludziom ufać, acz będąc turystą zdarza im się wtedy koloryzować (raczej nie kłamią). Z wad: do wielu rzeczy mają podejście „maniana, maniana” czyli „potem, potem” (dosł. „jutro, jutro”) - z wieloma rzeczami nie ma pośpiechu, do tego pewna życiowa krótkowzroczność (mój wniosek).

Bezpieczeństwo

Na początku popadliśmy w małą paranoję i wieczorem staraliśmy się nie chodzić po mieście, pod koniec wyjazdu zbytnio się tym nie przejmowaliśmy, oczywiście z zachowaniem rozsądku i nie kręceniem się po dziwnych okolicach w pojedynkę (chodziliśmy we czwórkę). Podczas całego wyjazdu mieliśmy jedną sytuację którą można uznać za niebezpieczną: nasza taksówka została zablokowana na drodze a protestujący ludzie otoczyli nas - mieliśmy stracha że zabiorą nasze bagaże albo że wyciągną nas z auta, skończyło się na ostrej dyskusji kierowcy z protestującymi i dalej pojechaliśmy już spokojnie. Reszta to jakieś drobne, nieco podejrzane zdarzenia: w La Paz, mieliśmy silne podejrzenia że przez kilkanaście minut ktoś nas śledził, w Limie zdarzył się jakiś facet który wykazywał się sporą wiedzą na temat Polski, chciał się wymienić na jakąś monetę z naszego kraju dając nam inną - potem od lokalnych dowiedzieliśmy się żeby uważać na tego faceta (pewnie sprawdzał gdzie się trzyma portfel), raz śledziła nas kobieta z dzieckiem i chciała potem pieniądze (na koniec chciała oddać swoje dziecko bo nie miała na utrzymanie), gdzieś w okolicy dworca autobusowego w La Paz zgubiłem albo mi skradziono portfel (to drugie bardziej prawdopodobne), na granicy Peru i Boliwii kobieta w kiosku chciała oszukać kolegę na 50 SOLi przy wydawaniu reszty. Standardowo trzeba pamiętać o pilnowaniu bagażu, portfelu, nie afiszować się że ma się super aparat czy dużo pieniędzy, orientacyjnie sprawdzać czy jadąc taksówką jedzie się w dobrym kierunku. Incydenty ze słyszenia: osoba będąca bardzo długo w Peru jechała raz taksówką i była próba szybkiej kradzieży, napad na autobus Cruz del Sur (chyba październik 2008). To co piszą w przewodnikach jest istotne, ale bez przesady, popadając w paranoje traci się radość z wyjazdu. Swój aparat (PENTAX K20D) obkleiłem czarną taśmą i zamalowałem niektóre napisy czarnym pisakiem - aparat nie wyglądał już tak okazale i nie przyciągał tak uwagi.

W autobusach może się zdarzyć (Cruz del Sur) że będziesz filmowany - nie wiem po co to dokładnie jest, prawdopodobnie chodzi o to żeby wiedzieć kto jechał w danym autobusie, z drugiej może to być efekt psychologiczny dający jakieś poczucie bezpieczeństwa i troski. Wypadki na trasach się zdarzają; sami widzieliśmy jeden wypadek przez gęstą mgłę, który zablokował całą drogę, w Boliwii wracając z Drogi Śmierci - ale znowu, nie należy popadać w paranoję. Jeśli masz stracha - jeździj tylko w dzień, większość wypadków autobusowych zdarza się w nocy. Jeździliśmy kilka razy w nocy ale nic się nie stało.

Pamiętaj że w tych krajach jest się zdanym na siebie i raczej nie można liczyć na taką obsługę policji, pogotowia, straży jak w Europie - w sytuacjach zagrożenia ludzie sami sobie pomagają. Raz musieliśmy skorzystać z lekarza (mocniejsze przeziębienie) - wizyta kosztowała 80 SOL.

Czy pojechałbym jeszcze raz tam? Tak.

Komunikacja

Taksówki - zależy od miasta: w Limie za krótkie przejazdy od 6 do 8 SOLi, dłuższe - pod 20 SOLi (np. lotnisko - centrum Limy), w Cusco długie i krótkie przejazdy - 3-4 SOLe. Na lotnisku nie brać tasksówki na terenie lotniska - lepiej wyjść z niego i tam coś łapać. Ze względów bezpieczeństwa lepiej samemu łapać taksówki i wcześniej pytać ile będzie kosztował przejazd (ew. poprosić hotel żeby coś zamówił). Zdarza się że zamówione taksówki na konkretną godzinę przyjeżdżają parenaście minut później albo w ogóle - weź to pod uwagę. Większość taksówek to TICO albo stare TOYOTy - nie spodziewaj się luksusów. W Peru jest obowiązek zapinania pasów ale normalnie mało kto go przestrzega (czasem jak wiedzą że stoi policja to zakładają).

Busy lokalne są po parę SOLi, czasem warto jechać lokalnym busem niż przepłacać za taksówkę. Na krótkie trasy busy rejsowe kosztują 10-30 SOLi, długie trasy rejsowe - 50-100 SOLi w zależności od trasy, komfortu; najwyższą jakość oferuje Cruz del Sur ale uważam że nie warto przepłacać za te autobusy. Jak jedziesz piętrowym autobusem to u góry (tańsze bilety) będzie bardzo bujało. Busy, na prostej, nie rzadko jadą ponad 100 km/h. Obowiązuje prawo że w autobusie musi być tyle ludzi ile miejsc siedzących, jest to dość przestrzegane (policja robi czasem kontrole). Czasem na trasie mogą się zdarzyć kontrole antynarkotykowe - paru ludzi wyciąga bagaże i sprawdza co w nich jest (widzieliśmy jak sprawdzali bagaż jednej Peruwiańce, na terenie Peru, jak wracaliśmy z La Paz). Chociaż nigdy nie czuliśmy że w autobusie ktoś nam coś chce ukraść to lepiej mieć wszystko stale na oku.

Policja w Peru jest skorumpowana, ale nie doświadczyliśmy tego. Za przekroczenie prędkości nie łapią, typowa łapówka dla lokalnego to parenaście SOLi, tak żeby starczyło na obiad, dla gringo (czyli pewnie ciebie) to może być ponad 100 SOLi. Okresowo robią kontrole pojazdów.

Irytacja

Parę irytujących rzeczy:

  • Ludzie patrzą na ciebie jak na skarbonkę a nie jak na człowieka/podróżnika. Powoduje to zawyżanie cen i pewne specyficzne traktowanie.
  • Skorumpowana policja (łapówka od autochtona: przeciętny obiad, od gringo: rząd wielkości więcej).
  • Brzydkie budynki, wystające druty - to przez prawo że dopóki budynek jest w budowie (to te wystające druty) to nie trzeba płacić podatku od nieruchomości (czy gruntu) - dotyczy Peru.
  • Kupując wycieczkę czy bilet na autobus weź poprawkę na to że otrzymuje się jakościowo usługę/towar 50% gorszy od prezentowanego. Mimo uczciwości sprzedającego pewne fakty są przemilczane, wtedy trzeba pytać. Widzisz zdjęcia - pamiętaj że to tylko zdjęcia. Zdarzają się sytuacje kiedy jedna firma odsprzedaje Cię drugiej, albo wciska się kity żeby tylko coś sprzedać (bilet z La Paz do Cusco miał być bezpośredni - a tymczasem jechaliśmy łącznie 4 autobusami).
  • Protesty - jak coś trzeba osiągnąć to trzeba zablokować drogę. Blokada w okolicy Paracas - trochę strachu, a w okolicy Cusco byliśmy zablokowani przez 2 dni, mimo że mieliśmy rezerwę to było nam szkoda bo mogliśmy zostać dłużej na Machu Picchu.
  • Prowizorki - są wszędzie! Na każdym kroku widzi się coś co jest zrobione aby tylko działało/funkcjonowało, żeby jak najmniej kosztowało. Na widok instalacji elektrycznych włos się na głowie jeży.
  • Brak ogrzewania w budynkach.
  • W co bardziej turystycznych miejscach nagabywanie przez ludzi próbujących wcisnąć swoje usługi/towary. Plaza de Armas, Cusco - przez pierwsze 30 minut siedzenia na ławeczce podeszło do nas 10 osób.
  • Drobne opłaty za wszystko. Na większości terminali autobusowych trzeba płacić haracz za korzystanie (od 1 do 2 SOL), na lotniskach opłaty (wewnątrz Peru parę dolców, przy wylocie z Peru 30 USD!!!), opłaty do parków, opłaty za port, opłata za wstęp do kościoła, opłata za prom, itd. Wydawać by się mogło że część z tych rzeczy powinna być pokryta przez organizatora albo obsługującego autobus, ale nie, trzeba iść do okienka i kupować jakieś kwity.
  • Mimo iż Peru chwali się że ma największą różnorodność jedzenia na świecie to w praktyce do zjedzenia jest ryż, trochę frytek i jakieś mięso (kurczak albo podeszwa ze świni); albo nie szukaliśmy albo powszednie jedzenie jest jednak monotonne.
  • Brak papieru toaletowego i mydła, a i zwykle deski sedesowej w części tańszych hoteli (są wyjątki) i większości restauracji.
  • Podwójne standarty w opłatach - dla Peruwiańczyków inna cena, dla ludzi z zagranicy inna cena.
  • Astronomiczna cena za pociąg z Cusco do Aqua Callientes (Machu Picchu) - ostatnio to jest 60 USD w jedną stronę. Jedzie się pociągiem o standarcie polskiej Bonanzy (EN-57) z oszałamiająco wolną prędkością. Na 10 km odcinku Hydroelectrica - Aqua Callientes, opłata za przejazd to 8 USD, pociąg jedzie jedną godzinę - oznacza to że biegnąc z prędkością 11 km/h będziemy szybciej niż pociąg.
  • Żeby obejrzeć część atrakcji wokół Cusco trzeba kupić specjalny bilet za 130 SOL, nie ma możliwości kupienia biletów na indywidualne miejsca.
  • Brak dobrych dróg na południu Boliwii.
  • Na niższych wysokościach można spotkać, w cienistych miejscach, takie małe żółte muszki które jak ugryzą to zostawiają ślad na ponad tydzień, moment ukąszenia jest niewyczuwalny!
  • Czasem ściemnianie z ceną - najpierw jest mała, potem rośnie, a potem znowu spada w zależności od sytuacji i zachowania.
  • Kopiące prądem przepływowe ogrzewacze na wodę.

Zdrowie

Jeśli byłeś u lekarza medycyny podróży to mówił ci co wolno a czego nie wolno. Jakie były nasze doświadczenia jeśli chodzi o zatrucia, bo to najistotniejsze - kilka razy, na wszystkie 4 osoby, zdarzyło się mieć kilka nie-bardzo-ciężkich zatruć które trwały maksymalnie 1-2 dni, mnie osobiście nic nie było mimo iż jadłem różne rzeczy w różnych miejscach. Nie udało nam się znaleźć korelacji między zatruciami a: piciem alkoholu po posiłkach (to prawdopodobnie działa na plus), myciem zębów butelkowaną wodą, unikaniem lodu czy soków czy dziwnych potraw (zachowując rozsądek).

Sprzęt i rzeczy

Krótko o tym czego ja używałem i nie miałem problemów (nie wymieniam tutaj wszystkiego):

  • aparat: Pentax K20D + 2 obiektywy stałoogniskowe: Pentax 21mm f/3.2 + Tamron 90mm f/2.8 - aparat ma uszczelniany korpus, co bardzo się przydało (robiłem zdjęcia w kurzu, dużej wilgoci, w deszczu). Krótki obiektyw do większości zdjęć; dłuższy do zbliżeń (rzadziej używany). Jeśli nie zależy Ci na super zdjęciach to wystarczy tzw. maupka (radzę dobrze nauczyć się nią posługiwać). Robić dużo zdjęć, potem się żałuje.
  • ubranie/śpiwór: spodnie trekingowe Milo z odpinanymi nogawkami, bielizna oddychająca (nie całość), koszulki tshirt, koszula, sweter, polar, kurtka Alvika, buty za kostkę Garmont, sandały Karrimor, klapki, rękawiczki, czapka, szalik, śpiwór puchowy (do ok. 5 st.) Roberts - to wszystko co miałem.
  • plecak: 2 plecaki, jeden Karrimor Panther 65 l, drugi, mały, składany Halti (taki workowaty).
  • inne: scyzoryk, latarka LED, rozdzielacz do prądu, ładowarki, GPS z możliwością zapisu trasy (Holux M-241), czytnik kart do aparatu.
podroze/operuiboliwii.txt · ostatnio zmienione: 2014-02-27 02:02 (edycja zewnętrzna)